poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Prolog

Uniósł głowę, by spojrzeć na budynek szkoły.
Jej wielkie logo górowało nad wejściem, mogącym zmieścić trzech zapaśników sumo, stojących jeden obok drugiego, jednak mimo tak wielkich drzwi, jedynie kilku uczniów przechodziło przez ich próg jednocześnie.
Liceum Tanoka Shinsei znane jest ze swojego prestiżu. Dostać się do niego mogą jedynie osoby, mające ponad 600 punktów łącznie ze wszystkich egzaminów końcowych w gimnazjum, albo mające bardzo wysoko postawioną rodzinę.
Sato Kaeru na początku liceum zaliczał się do obu tych kategorii. Przez całą szkołę podstawową i gimnazjum był w pierwszej piątce najwyższych wyników egzaminów, a w ostatniej klasie gimnazjum udało mu się wysunąć na pierwsze miejsce z wynikiem 699 punktów, wyprzedzając tym samym dotychczasowego lidera o dwa punkty. Jego rodzice z dumą opowiadali o jego zapale do nauki przy wszystkich możliwych okazjach, sprawiając tym wrażenie szczęśliwej, kochającej się rodziny. Ojciec - Sato Daisuke - był powszechnie szanowanym biznesmenem, zarabiającym krocie na produkcji sprzętów AGD, zaś matka - Asano Yuko - właścicielką marki kosmetyków najchętniej kupowanych w Japonii. Nic więc dziwnego, że gdy dyrektor liceum Tanoka Shinsei dowiedział się, że rodzina Sato - Asano chce posłać do jego szkoły swojego jedynego syna, od razu się zgodził.
Wielkie znaczenie miały także zasługi Kaeru w siatkówce. Został oznaczony orderem najlepszego atakującego już w wieku piętnastu lat. Z takimi osiągnięciami pisały do niego wszystkie licea Japonii, jednak rodzice zdecydowali o jego nauce właśnie tutaj, gdzie liczyło się to, ile pieniędzy mają Twoi rodzice, jak często jeździsz na wakacje za granicę i jak dobrze wyglądasz.
Tak.
Tutaj nie sposób znaleźć było chociaż jednej brzydkiej osoby. Zdarzały się przypadki, gdy ktoś nie został przyjęty tylko dlatego, że miał nadwagę, lub kilka pryszczy. Wszyscy wiedzieli, że aby zostać przyjętym, trzeba również być pięknym. Dlatego też dziewczęta katowały się morderczymi dietami, oraz używały mnóstwa kosmetyków, aby tylko zostać przyjętą do tego liceum.
Pokręcił głową, rozrzucając swoje zafarbowane na czerwono włosy i rozgryzł lizaka, którego jadł do tej pory.
Zadziwiające jak ludzie mogą się zmienić. Jeszcze dwa lata temu, gdy pierwszy raz przekroczył próg szkoły, nie znał smaku papierosów, alkoholu, ani narkotyków. Był stawiany jako wzór dla wszystkich uczniów liceum. Początkowo napawało go to dumą, jednak później zaczęło go to irytować. Praktycznie każde jego potknięcie, czy pomyłka, traktowane było jak najgorsza zbrodnia zarówno przez nauczycieli jak i rodziców.
Rodzice, dobre sobie. Rodziciele co najwyżej.
Nigdy nie miał z nimi dobrej relacji. Gdy był młodszy, zgadzał się na wszystko przez strach przed ojcem. Bał się, że zostanie wyrzucony z domu, gdy tylko nadarzy się okazja, dlatego też przed wszelkimi znajomymi rodziców, a także przed prasą, udawał, że wszystko jest w porządku. Dopiero za drzwiami wielkiego domu na przedmieściach jego rodzice ukazywali prawdziwą naturę.
Siedź prosto.
Wyprasuj ubranie.
Ucz się.
Trenuj.
Dochodziło do tego, że gdy próbował odpocząć chociaż chwilę po przyjściu ze szkoły - opluwany był jadem ojca: bezużyteczne dziecko, opasłe prosię, śmierdzący nieuk. Idiota, pies, epitetów było mnóstwo. Nie mógł liczyć na pomoc matki, która zdawała się w ogóle nie dostrzegać syna na co dzień, a jedynie w sytuacjach, które jej zdaniem były plamą na honorze rodziny.
W końcu się odważył i postawił ojcu. Nie wiedział nawet jakie to proste. Zawsze garbiąc się pod jego spojrzeniem nie zauważył iż tak naprawdę jest od niego sporo wyższy i sporo silniejszy.
Od tamtego czasu Kaeru dużo więcej czasu spędzał na boisku lub poza nim, jednak nie przykładając się do nauki. Jego stopnie spadły diametralnie w ciągu kilku miesięcy, podobnie też uległo zmianie jego zachowanie. On sam zauważył wreszcie o czym mówił jego najlepszy przyjaciel od przedszkola - Koki - że musi czasem wyjść i się rozerwać, nie przejmować się ocenami aż tak bardzo i wreszcie zaszaleć, zrobić coś wbrew rodzicom. Szybko uzależnił się od adrenaliny, którą dostarczało mu palenie papierosów, picie alkoholu i zwyczajne uciekanie z lekcji. Wkrótce potem zaczął farbować włosy na czerwono, samodzielnie zrobił sobie kilka kolczyków w każdym uchu, w nosie, brwi i wardze, jednak ten ostatni usunął po bardzo krótkim czasie ze względu na kłopotliwe gojenie.
Kaeru Sato z najlepszego ucznia w szkole, niesprawiającego problemów wychowawczych, stał się "tym Sato", który był bestią nie do powstrzymania na boisku i prawdziwym utrapieniem poza nim. Ludzie zaczęli się go bać, gdy pewnego dnia przyszedł do szkoły z ranami na twarzy, siniakami na całym ciele i cuchnąc alkoholem. Ktoś powiedział, że widział go poprzedniej nocy jak bił się z jakimiś pijakami pod jednym z tokijskich klubów. Co ciekawe, ani razu nie został wysłany do kozy. Dyrektor zawsze bał się reakcji rodziców Kaeru, więc uspokajał wszelkie konflikty jakże wspaniałymi słowami - on z tego wyrośnie, to tylko nastoletni bunt. Jednak miesiące mijały, a zachowanie Kaeru nie zmieniało się. Stawał się coraz bardziej wyszczekany, coraz częściej uciekał z lekcji. Niektórym to imponowało, inni rzucali wyzwiskami w jego stronę, jednak jemu to odpowiadało. Wreszcie mógł robić co mu się żywnie podoba, nie będąc za to ukaranym.

Potknięcie o próg drzwi wejściowych skutecznie wyrwało go z rozmyślań. Przeklął głośno, wzbudzając tym reakcję uczniów wokół. Niektórzy się śmiali, inni wznosili oczy do nieba. Ta druga reakcja należała także do Chizuru, dziewczyny, która podobała mu się już od kilku lat. Wiele razy o nią zabiegał i pytał o zostanie jego dziewczyną, jednak za każdym razem odmawiała. Postanowił więc po prostu czasem z nią rozmawiać, to może sama coś zapoczątkuje. Jak do tej pory - taktyka się nie sprawdzała.
Uśmiechnął się krzywo pod nosem i wyprostował. Podszedł do swojej szafki z butami i zmienił je. Koki szedł tuż za nim, sprawdzając coś na swoim telefonie. W pewnym momencie westchnął i schował telefon do kieszeni spodni, blokując wcześniej ekran.
- Co tam? - spytał go, zamykając drzwi szafki. Koki otworzył swoją i wyjął z niej szkolne obuwie.
- Kimiru dotarła do szpitala. Niedługo zaczyna chemię. - powiedział, rzucając buty na ziemię. Zrzucił buty zewnętrzne i naciągnął te właściwe, nakazane przez regulamin. Odłożył wszystko na miejsce i zatrzasnął drzwiczki - mówił o swojej dziewczynie, z którą był już od trzech lat. Kaeru w tym czasie opierał się o szafkę, nic nie mówiąc. To nie miało sensu, doskonale o tym wiedział. Zamiast tego poklepał go po ramieniu i spojrzał na drzwi.
Wlała się przez nie grupa młodych ludzi, zapewne pierwszoklasistów. Wszyscy mieli jednakowe mundurki (czarne marynarki, beżowe swetry - w zależności od upodobań z rękawami lub bez, białe koszule pod szyją przewiązane czerwonymi krawatami, oraz beżowe spodnie w przypadku chłopaków i spódnice - u dziewczyn), jednakowe czarne włosy i jednakowo pełne ekscytacji spojrzenia. Wszyscy, oprócz jednej osoby. Stanowczo się wyróżniał z jasną czupryną, prawie białą skórą i niebieskimi oczami. Już nie wspominając o szarej bluzie, założonej na koszulkę w kolorze khaki i czarnych dżinsach tuż przed kostkę. Na ręce miał kilka bransoletek z rzemyków z koralikami, a na nogach dość drogie buty Nike. Widać było, że nie wiedział co ze sobą począć, jednak Kaeru nie miał zamiaru mu pomagać. Zarzucił workowy plecak na jedno ramię i ruszył w kierunku auli, w której miało odbyć się rozpoczęcie roku szkolnego, gdy usłyszał wołanie.
- Przepraszam! - odwrócił się w kierunku głosu i zobaczył przed sobą owego blondyna. Uniósł brwi z zamiarem okazania jak największego znudzenia. Poczuł dziwny ucisk w brzuchu, jednak zignorował go i odezwał się.
- Tak? - włożył ręce do kieszeni, patrząc na blondyna z góry. Był od niego wyższy o dobre dwadzieścia centymetrów, jak nie więcej.
Ten skrzywił się lekko i podrapał po karku.
- Mógłbyś mi powiedzieć gdzie znajdę gabinet dyrektora? - spytał, unikając jego wzroku. Kaeru pokręcił głową, uśmiechając się szeroko.
- Nie. Sorry, ale się spieszę - powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i dołączył do Kokiego, który zdążył już odejść na parę kroków. Ten zarzucił mu ramię na szyję i ruszył w kierunku auli.
Kaeru zdążył zauważyć zmieszanie nowego i to, że Chizuru podeszła do niego i wyciągnęła do niego rękę, szeroko się uśmiechając. Przeklął w myślach i skrzywił się nieznacznie.
Razem z Kokim dotarli do auli żartując i dokuczając sobie nawzajem. Pod drzwiami spotkali innych członków drużyny, z którymi tworzyli zgraną paczkę od palenia i picia. Weszli do środka, skupiając na sobie uwagę wszystkich zgromadzonych. Co jak co, ale wszyscy razem robili naprawdę duże wrażenie. Byli bardzo wysocy oraz umięśnieni, górowali nad innymi uczniami liceum. Zajęli miejsca w ostatnim rzędzie i czekali na rozpoczęcie zebrania, które miało rozpocząć się w przeciągu najbliższych dziesięciu minut. Krótko przed wstąpieniem dyrektora na scenę, Kaeru mignęła przed oczami blond czupryna. Spojrzał w tamtym kierunku. Nowy miał na sobie już szkolny mundurek i szedł obok Chizuru, która lekko ciągnęła go w kierunku wolnych miejsc bardziej z przodu auli.
Zgłębił się w krześle, rzucając w myślach pod adresem blondyna obelgi. Noż cholera, piętnaście minut jest w tej szkole a już okręcił sobie Chizuru wokół palca! Naciągnął sweter na nos i oparł się brodą o klatkę piersiową.
Zamknął oczy, a w wyobraźni zobaczył małego, blondwłosego chłopca z okularami i aparatem na zębach. Szli razem brzegiem morza i nawoływali innych znajomych. Uniósł szybko powieki i swój wzrok skierował na blondyna siedzącego kilka rzędów przed nim.
- Nie może być... - mruknął sam do siebie, przenosząc wzrok na dyrektora szkoły, który właśnie rozpoczął swoje przemówienie.
Coś mu mówiło, że już spotkał tego chłopaka, który przed chwilą zapytał go o drogę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Witam! Po długich wahaniach nareszcie udało mi się rozpocząć to opowiadanie. Inspiracją do napisania go była przede wszystkim moja miłość do siatkówki, Japonii i gejów, więc oczywiście musiałam to połączyć w całość w jednym z RP, pisanych z najlepszą osóbką jaką udało mi się poznać, gdy jeszcze się w to bawiłam. Dostałam pozwolenie na wykorzystanie Jej postaci i głównego zarysu fabuły, więc here it is! 
Parę rzeczy pozmieniałam, dodam też kilka istotnych postaci dla fabuły, przede wszystkim postaram się całość rozciągnąć w czasie (RP pisałyśmy pół roku, a jego akcja ruszyła zaledwie cztery dni wprzód, a działo się tyle, że ło jeju...). Mam nadzieję, że Wam się spodoba <3

~ Karolina